Groszowa sprawa

Mój mąż ma pewną tendencję do bagatelizowania wydatków. Dla niego wszystko jest groszową sprawą. Wszystko jest tanie i nie warto się zastanawiać nad ceną. A najczęściej jednak trzeba. Bo takich kilka rzeczy po niewielkiej cenie często kończy się niebotyczną kwotą przy kasie. I z tego, co słyszałam, większość moich koleżanek ma podobny problem ze swoimi mężami. Niestety jest to dość problematyczne, bo musze sama chodzić na zakupy. Kiedy ostatnio posłałam męża po ziemniaki, kupił jakąś piłkę dla syna, pompkę do roweru, czajnik i otwieracz, ale ziemniaków nie przyniósł. A wydał całe sto złotych, bo przecież tanie, groszowe sprawy. Śmieszne? Niekoniecznie, jeśli zauważy się, że czajnikiem nie nakarmię pod koniec miesiąca dzieci. Już kilkakrotnie próbowałam uzmysłowić mężowi, że powinien rozważniej wydawać pieniądze, bo często nie stać nas na takie zakupy, ale jakoś niespecjalnie wziął to sobie do serca, niestety. Dlatego na zakupy muszę chodzić sama. Nawet po głupie ziemniaki. Trudno. Skoro mąż jest niereformowalny.

Grosze .